Okiem syna

Mam trzydzieści trzy lata. Moja mama ma o trzydzieści lat więcej, czyli jest w wieku emerytalnym. Ale prawdę mówiąc nie wygląda jak typowa emerytka. Wiem, że jako syn patrzę na nią przez zupełnie inny pryzmat niż reszta ludzi, ale rozważając nad tym tematem głębiej, zdałem sobie sprawę, że mama różni się od zdecydowanej większości rówieśniczek. Czym?

Otóż gdyby ktoś mi powiedział: „wyobraź sobie sześćdziesięciotrzyletnią kobietę…”, przed moimi oczami stanąłby obraz siwej, lekko grubawej, zaniedbanej starszej pani. Całej w zmarszczkach, ubranej w przypadkowe ubrania w stylu „unisex”. Na przykład niedopasowane, przyciasne spodnie pozostawiające charakterystyczną fałdę tłuszczu nad paskiem. Generalnie pomyślałbym o kimś, kto przypomina kobietę już tylko z imienia i (zazwyczaj) braku zarostu na twarzy. O osobie, która dawno utraciła swoją kobiecość. I wcale nie z powodu wieku.

Powiedziałbym, że utraciła ją z powodu ról, jakie narzucał jej system, w którym żyła. System, który na każdym kroku wciskał kobiety w gotowe społeczne szufladki. W stereotypowe role nie podlegające dyskusji. A po sześćdziesiątce nakazywał jej wpasować się w przedostatnią z nich –  rolę bezpłciowej, zaniedbanej, aseksualnej starszej pani żyjącej narzekaniem na pracę, na rząd, na ceny produktów. Idealizującej zbliżającą się emeryturę niczym upragniony, długo oczekiwany raj mający finalnie okazać się niczym innym jak wielką pułapką. Oszustwem, fałszywą nadzieją na szczęście, błogość i odpoczynek. W istocie zbliżający się raj jest już ostatnią z ról społecznych przygotowanych kobietom przez ten stary, skostniały system, w którym jednostka nie liczy się dla nikogo. Ba! Nie liczy się nawet dla samej siebie, bo nauczono ją, że tak ma być, że jest tyle warta, ile użyteczna jest dla systemu.. Chyba właśnie dlatego jej fizyczność jest tak smutna. W tej ostatniej z ról jest już tylko obciążającym ZUS pasożytem, więc jakim prawem miałaby jeszcze czerpać z życia? Jakim prawem cokolwiek jeszcze miałoby się jej należeć?

Zapewne każdy ma swój stereotyp pani po sześćdziesiątce, jednak sądzę, że u zdecydowanej większości nie odbiegałby on znacząco od mojego.

Tyle stereotypy, jak jest w rzeczywistości?

Wczoraj rano widziałem się przez chwilę z moją mamą. Wpadła w jakiejś drobnej sprawie, którą chciała załatwić przed pracą. Była ubrana w ładną, kolorową, dopasowaną bluzkę, pasujące do niej jasne spodnie, nie miała nadwagi, na twarzy miała makijaż. Nadal jest kobietą! Nie utraciła swojej kobiecości. Przypomniało mi się, że kiedyś wspomniała, może dwa, trzy lata temu, że nawet jak ma wolny dzień to i tak się maluje. Robi to dla siebie, z dbałości o siebie i szacunku do własnej osoby.

Nie mówiła o cenach, polityce, o lekach. Jej sensem życia nie był temat: „co włożyć do gara, żeby stary chciał jeść, bo mielone już mu się przejadły…”.

Czemu piszę o tym wszystkim? Robię to zmierzając do poruszenia pewnej kontrowersyjnej w naszej kulturze kwestii, związanej ze wszystkim, co powyżej napisałem.

Mama nie miała łatwego życia. Dziadek lubił wypić, cudem zgodził się na szkołę średnią, a co dopiero studia. Musiała to wywalczyć. Dziadek chciał ją wydać za sąsiada – starszego o piętnaście lat węglarza, alkoholika. W taką rolę chciał ją wcisnąć. Raczej dla swoich, a nie dla jej benefitów.

Udało jej się uniknąć tego, ale czasy nie były łatwe. Uciekając przed jedną z „gotowych” ról, weszła w inną. Aby wyprowadzić się z domu rodzinnego, weszła w rolę żony i matki na zasadach, które jej nie do końca odpowiadały i w nie najlepszym momencie. Wybrała mniejsze zło.

Była silna, konkretna, zdecydowana, pracowita i przedsiębiorcza. Miała determinację, żeby poprawić swój los, ale unikając problematycznych mężczyzn w typie jej ojca, związała się ze zbytnim jego przeciwieństwem. Mój ojciec nigdy nie należał do odpowiedzialnych, czy mądrych życiowo osób, co de facto nie zmieniło się do dzisiaj. Skutkowało to tym, że – jak mawiała mama – finalnie miała nie dwoje, ale troje dzieci.

Małżeństwo rodziców trwało trzynaście lat. Jak powiedziała mi mama kilka dni temu, kiedy zapadł wyrok rozwodowy, wróciła do domu i otworzyła szampana. Taką ulgę poczuła.

W wirze pracy będącym gonitwą za lepszym bytem spędziła znacznie więcej lat niż w związku z ojcem. Nie miała czasu na inne związki, nie miała czasu na siebie. W prawdzie zdarzyły się jej dwie relacje, ale pierwsza była tak odrealniona, że nie ma tu miejsca, aby o niej opowiadać, druga zaś była podobna do małżeństwa. I właśnie wtedy mama powiedziała: dość.

Dość związków, dość facetów. Przez większość życia była sama i uznała to za najlepszą opcję.

W toku różnych trudów życiowych zrobiła się dość krytyczna i zgorzkniała. Rzekłbym, że trwała w zaawansowanych przygotowaniach do wpasowania się w wyżej wspomniane ostatnie role społeczne. W międzyczasie wpadła w religijność, co umocniło jej tradycyjne poglądy.

Pamiętam jak któregoś razu oglądałem z nią film dokumentalny o kuguarzycach polujących na młodszych mężczyzn. Skala jej oburzenia osiągała wówczas apogeum.

Gdyby wiedziała wtedy, co szykuje dla niej Los, słysząc jego chichot, powściągnęłaby może swoje reakcje. Chociaż prędzej po prostu nie uwierzyłaby, że życie zafunduje jej doświadczenie podobne do tych oglądanych w telewizorze.

Otóż pewnego dnia do jej sklepu wszedł młody mężczyzna. Zaczął ją komplementować, na co ona zareagowała śmiechem. Odwiedzał ją potem wiele razy powtarzając, że mama nie wygląda na swój wiek, że chętnie się z nią spotka. Śmiała się za każdym razem, pewnie miło połechtana, ale nie dowierzająca, że to może być całkiem serio. Ze śmiechem odmawiała. Umówienie się z nim było dla niej absurdem. Doszły mnie słuchy, że któregoś razu facet rzucił nawet mocno niewybrednym tekstem będącym obietnicą jej satysfakcji w potencjalnej sytuacji intymnej. O dziwo nie oburzyła się. I nadal przytaczała jego zaloty w kategoriach zabawnej sytuacji.

Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy niewiele później dowiedziałem się, że związała się z nim. Mężczyzną starszym ode mnie jedynie o 5 lat!!!

Dopiero później zrozumiałem jak mocno brakowało jej towarzystwa, uwagi i adoracji. Nie mam pojęcia, jak poukładała to sobie w głowie w kontekście religii, w kontekście opinii sąsiadów, własnej opinii na swój temat czy opinii reszty rodziny. Niesamowite jak wiele argumentów było na „nie”. Niewątpliwie większości kobiet wystarczy część z nich, aby pozostać w strefie komfortu i nie wchodzić w taką relację.

Pewnie tak do końca nigdy nie dowiem się, co kierowało mamą, może nawet mama sama nie do końca to pojmuje. Jednak w jakiś sposób, z jakiegoś powodu, zamiast zrobić to, co zwykle – dała się ponieść sytuacji.

Bynajmniej nie mowa tu o jednorazowej przygodzie, czy miesięcznym romansie. Ten związek trwał około dwóch lat i nie, nie rozpadł się z hukiem, jak wszystkie poprzednie relacje mojej mamy. Ona go zakończyła uznawszy, że zrobiło się zbyt poważnie.

Kiedy dowiedziałem się o tym związku byłem zaskoczony, ale jestem dość tolerancyjną osobą, więc oburzenie czy zniesmaczenie były mi obce. Było to dla mnie bardziej zabawne niż szokujące, byłem też ciekawy, jak to się skończy.

Pierwszym zaskoczeniem był coraz dłuższy czas trwania czegoś, co w opinii wszystkich wokół miało momentalnie się rozwalić w sposób spektakularny.

Kolejnym zaskoczeniem było ich wspólne zamieszkanie. Następnym – brak typowego, znanego mi z wcześniejszych jej związków motywu: narzekania na faceta.

Później nastąpiło coś jeszcze… Zdałem sobie sprawę, jak mocno mama złagodniała, jak mocno pesymizm, cynizm, zgorzkniałość i czarnowidztwo zaczęły się cofać. Zrozumiałem wtedy, że ta absurdalna przygoda paradoksalnie stała się jej najlepszym związkiem w całym życiu. Że mimo bycia silną, twardą, wytrwałą kobietą, jak każdy człowiek potrzebowała towarzystwa, bliskości rozmowy i uwagi. I to właśnie dostała.

Co o tym wszystkim myślę?

Myślę, że mało kobiet żyjących w poprzedniej epoce osiągnęło radość, szczęście i spełnienie. Zapewne większość ludzi marzyłaby o idealnych rodzicach, kochających się aż do grobowej deski, ale mam wrażenie, że ludzie wchodzący w gotowe role – jak to było do niedawna na porządku dziennym – zapominali o sobie samych. Zobaczyłem wiele związków znajomych rodziców, związków osób co najwyżej tolerujących siebie nawzajem. Będących ze sobą z musu, kłócących się co krok lub przeciwnie – zobojętniałych na tę drugą osobę.

Ile kobiet wychowanych w poprzedniej epoce – jak piękne, mądre, inteligentne i ambitne by nie były – dostało wolną rękę i pełen wachlarz możliwości wyboru tego, kim chcą być i co chcą robić?

Ile z nich mogło się spełnić? Ile mogło wybrać mężczyznę, którego w stu procentach same wybrały i pokochały? Ile natomiast, podobnie jak moja mama, chwyciły się pierwszego sensownego wybierając mniejsze zło? Ile uległo sugestiom rodziców, że „ten tam” to dobra partia, a ile wybrało mężczyznę w oparciu o (zdaje się kiedyś popularne kryteria): „oby nie pił i miał pracę”?

Owszem, gdyby dało się cofnąć czas i idealnie zaplanować życie, i ja bym wybrał tę bajkową wizję rodziny. Jednak widząc, ile niepowodzeń i frustracji spotkało moją mamę, widząc, ile ta szalona znajomość wniosła w jej życie, nie byłbym w stanie jej tego odebrać.

Zastanawia mnie też, ile wokół jest takich kobiet jak ona, które nie wiedzą, ile dobrego mogłoby je jeszcze spotkać, jak wiele współczesny świat ma dla nich do zaoferowania…

Te kobiety musiały być silne, musiały walczyć z trudną rzeczywistością, z małżonkami i rodzinami obarczającymi je masą oczekiwań, ale odebrano im prawo do życia. Czy możemy nadal im tego odmawiać? Przecież one wciąż mają przed sobą dwadzieścia, trzydzieści lat życia! Jak mówi sześćdziesięciosześcioletnia mama mojej znajomej: „A co będę siedziała i czekała na śmierć??? Przecież ja mogę żyć 100 lat, trzeba się czymś zająć przez ten czas.” Nie siedzi więc i nie czeka na ostateczne. Korzysta z życia. Marząc po cichu o emocjach, które były udziałem mojej mamy w związku z dużo młodszym mężczyzną.

Łukasz T.

One Comment Add yours

  1. Halina says:

    Podziwiam za perspektywę widzenia, to wcale nie takie oczywiste jak się ma 30+

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s